Nie ulega wątpliwościom, że Fritz Lang był jednym z największych wizjonerów okresu kina niemego. Pierwszym moim kontaktem z nim był właśnie film "Zmęczona Śmierć".
Utrzymana w duchu ekspresjonizmu historia zaprezentowana przez Langa jest jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą nowelą filmową.
Poznajemy parę bezimiennych młodych kochanków. Gdy Chłopak zostaje zabrany przez Śmierć, Dziewczyna udaje się do niej z prośbą o przywrócenie życia ukochanemu.
Śmierć zgadza się, lecz Dziewczyna musi uratować jedno z trzech bliskich końcowi istnień.
W ten sposób otrzymujemy trzy historie:
Jedna dziejącą się w Arabii, drugą w średniowiecznej Francji i trzecią w Japonii. Wszystkie opierają się na tym, że bohaterka, w różnych wcieleniach, musi uratować tego, kogo kocha.
Film porusza tematy, o których mówi się od zawsze - każdy wobec śmierci jest równy i nikt jej nie uniknie, ani nikt z nią nie wygra. Niby film nie robi z tymi wszystkimi zagadnieniami niczego oryginalnego, ale nie o to w tym wszystkim chodzi.
Zabawa tymi motywami jest tylko tłem. Najważniejsza jest postać Dziewczyny, która aby uratować ukochanego będzie musiała podjąć się skrytobójstwa, ukraść japońskiemu czarownikowi jego różdżkę, zamieniając go przy tym w roślinę, a nawet stanie przed wyborem zabicia niemowlęcia. Jej czyny nie są do końca zgodne z zasadami moralności.
"Zmęczona śmierć" zadaje pytanie jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, aby odzyskać ukochaną osobę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz